Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Mój chłopak superbojownik, czyli jak żyć pod jednym dachem z radykalnym wyznawcą Joe Monstera

47 408  
188   62  
Lubicie internetowe pasty? Tej nie znacie: Mój chłopak skręcił w stronę Joe Monstera. Najpierw zaczął czytać Kawały Mięsne, w rodzinnym obiegu pojawiły się nowe dowcipy i jedynie słuszne poczucie humoru. Kiedy na tapecie pojawiła się jakaś bojowniczka, miarka się przebrała. Długo godził nas seks, aż wreszcie gównoburze na forum przesłoniły związek.


Znajomi pytają mnie do dziś: "to ty nie zauważyłaś wcześniej, że on ma taką napinkę na JM?". Odpowiadam, że nie zauważyłam, bo jej wcześniej wcale nie miał.

Poznałam Mariusza, kiedy miałam 22 lata. Nie było wtedy jeszcze mody na bojownictwo. Mieliśmy oboje tam konta starego typu i czasem nawet zaglądaliśmy. Nie przypominam sobie, żeby był wtedy aktywnym bojownikiem. Był rozrywkowym chłopakiem, który nie siedział tylko przy komputerze. Kiedy powiedział pierwszy raz o koncie superbojownika, myślałam, że żartuje. Mariusz, który jeszcze dwa lata temu wolał szukać okazji na Alledrogo, nagle zaczął opowiadać historie z jakiegoś kiosku. Zażartowałam kiedyś, że to praca w sam raz dla niego. Taki suchar. Obraził się. O ile dobrze pamiętam, wtedy w naszym domowym języku pojawiły się: ruchałbym, cycki, Foka. Żeby rozładować sytuację, zabawę z kotem nazywałam ruchaniem. Krzyczałam na nasze całe 666-metrowe mieszkanie do Kici, że musi natychmiast ruchać. Mariusz wymyślał nowe słowa. Doszły obelgi typu "ślepe żółwie i pupilek redaktora". Kiedy się odzywał, było mi wstyd, że jestem z człowiekiem, który wierzy w istnienie TWA. Szczególnie w obecności moich rodziców, bo patrzyli na niego jak na wariata.

Kiedyś byliśmy zupełnie przeciętni, chcieliśmy, żeby było dobrze. Trochę rozrywki i trochę wakacji – tak to nazwałam. Naszym marzeniem była rodzina. Miałam 27 lat, Mariusz był o rok starszy. Co drugi obiad u rodziców był normalny, bez memowych pojedynków między Mariuszem i ojcem. Po naszym wyjściu mama pisała mi SMS-y, "nie martw się, wszystko będzie OK, już mu przeszło" albo "co temu Mariuszowi chodzi po głowie?".
Czy można być z kimś, kto śmieje się z nosaczy? No i kiedy to się stało? Czy zawsze taki był?

Któregoś dnia kurier przyniósł paczkę dla Mariusza. Otworzyłam, a tam koszulka Joe Monster. Znowu zażartowałam, zapytałam, czy nie kupił pościeli, skarpetek i prezerwatyw. – Nic nie rozumiesz, jesteś poważna jak cała twoja rodzina – odpowiedział w złości. Mój ojciec robił zabawne zdjęcia do lokalnej gazety. Nagle dowiedziałam się od Mariusza, że jest beneficjentem systemu i zdrajcą, bo nie podsyła ich do Galerii. Przestałam zapraszać znajomych z pracy do domu. Pracowałam wtedy w klinice pediatrycznej na recepcji. Wieczorami pisałam artykuły i wysyłałam do różnych pism. Skończyłam dziennikarstwo i próbowałam pracować w zawodzie. Mariusz dopytywał, gdzie wysyłam teksty. Dostawał piany, kiedy mówiłam, że nie na Główną. Wszystkie inne w jego mniemaniu budowały zagraniczne imperium. Uciekaliśmy w zdjęcia kotów, to nas jeszcze było w stanie połączyć. Świętowaliśmy 7. rocznicę związku. Pokazałam Mariuszowi Kwejka. Nie mógł się powstrzymać, usłyszałam serię z karabinu: że jestem kretynką i nie wiem nawet co jest zabawne. Nie zrobiłam tego specjalnie, jeszcze uważałam, że Mariusz po prostu lubi dobry humor.

Kolejnym etapem było forum. Nigdy nie był tam specjalnie aktywny, nie wchodził na HP, nie tworzył narzeków. Pewnie jak większość – czytał i zamykał. Teraz zaczął się wykłócać z innymi ludźmi o himalaizm, bezdomne koty. Flejm stał się nagle wartością. Oficjalnie mówił, że nie jest idiotą, żeby toczyć wojenki, że to nie wypada. Śmiał się z jednego gościa, co się po pijaku nakręcał na forum.

Na zlot bojowników pojechał po kryjomu. Powiedział, że wyjeżdża ze swoim starym na ryby. Gdy wrócił podpity i jakiś taki zbyt wesoły, zapytałam, gdzie był. Przyznał się, że na zlocie. W TVP wrzało, że na zlotach JM straszna rozpusta, a on mówił, że wstyd mu za mnie, że nie piszę na HP. Krzyczałam na niego, że pewnie brał tam udział w wyścigach z prezerwatywą na głowie. Pogodziliśmy się tradycyjnie, kotami. Po zlocie przestał być moim fanem na JM. Pytałam dlaczego, nie odpowiedział. Razem ze mną wyleciała moja siostra i przyjaciele. Dołączył do fanów jakiegoś bojownika Habaaa, że niby pisze świetne teksty. Zareagowałam jak zawsze – nerwowym śmiechem. Pomyślałam – jaki znowu Habaaa? Przecież on jeszcze nic mądrego nie spłodził.

Moja kariera w mediach powoli się rozwijała, założyłam vloga o zabytkach na Podlasiu. Pisałam czasem jakiś krótki tekst na portale kobiece. Zaczęłam zarabiać pierwsze małe pieniądze na swoim wykształceniu. Poznawałam nowych ludzi, szukałam kontaktów w redakcjach. Mariusz mówił, że jestem karierowiczką. Odpuściłam mu, bo jego prestiż na JM upadał. Zbierał mało okejek, ale pisał komentarze pod wszystkim, lubił to, nigdy nie był na minusie. Im gorzej mu szło na forum, tym więcej mówił o schodzeniu portalu na psy. Myślałam, że po prostu żartuje. Zapytałam go kilka razy, czy nie dostał jeszcze bana. Obraza jak zawsze. Chyba chciałam, żeby zamknął konto, żeby nie musiał się denerwować.

Po roku radykalizowania przyszedł czas na wykupienie superbojownika. Parsknęłam śmiechem, kiedy zobaczyłam, że będzie się tym chwalił. Była kolejna awantura. Napisał o mnie na HP niemiłe rzeczy. Spakowałam kilka ubrań płacząc i wyszłam. Zatrzymałam się pod windą. Pomyślałam, że to ja wynajmuję to mieszkanie, niech on spada. Wróciłam i powiedziałam, że to on ma wyjść. Odmówił. Krzyczałam, że jeśli taki z niego superbojownik, to niech okaże trochę klasy i sam idzie nocować pod czyimiś drzwiami.

Poszłam na terapię. Mariusz obiecywał, że też pójdzie. "Zablokowałem się. Mam problem z okejkami. Przepraszam" – pisał w Cześkach. Spotykaliśmy się poza domem. Czułam się bez niego coraz lepiej. Kiedy go nie było, zobaczyłam, jaki jest gwałtowny, nerwowy i despotyczny. Mogę wreszcie włączyć Kwejka i pooglądać głupoty. Bo z nim nie mogłam. Z nim wszystko poza JM było gimbaziarskie. Rozstaliśmy się, a właściwie to ja rozstałam się z nim. Czy dlatego, że stał się obsesyjnym bojownikiem? Czy dlatego, że toczył nieustające gównoburze na HP?

Dr Piotr Iskierski z Uniwersytetu Memologii Stosowanej wyjaśnia sytuację, w której znalazła się nasza czytelniczka. Dlaczego w dorosłym człowieku nagle budzi się nagle bojownicza aktywność? Radykalizacja bojownicza wiąże się najczęściej z brakiem zrozumienia. Ze swoim poczuciem humoru czujesz się niezrozumiany w świecie, więc na JM znajdujesz podobnie popieprzonych ludzi, podsyłasz znajomym na zewnątrz jakieś cytaty o cyckach, przeczytane mądrości z Faktopedii. Jeśli nie jesteś w stanie wypracować własnego mema, znajdujesz go na JM. Dojrzałe osoby rozumieją funkcjonowanie internetu, mają w sobie otwartość na odmienność i wiedzą, że nie ma jednej prawdy oraz że same mogą się mylić. Bez tego uniemożliwiona jest podstawowa komunikacja. Trudno pomóc komuś, kto uważa, że galeria to fajny artykuł. To tak, jakby schizofrenik nie dał się przekonać, że żyje w świecie fantazji, a człowiek w głębokiej depresji, że istnieje jasna strona życia. Jeśli nie pozwolą sobie na wątpliwości, nie mają szans na wyzdrowienie.

Oglądany: 47408x | Komentarzy: 62 | Okejek: 188 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało